Czy istnieje ideologia LGBT?


Manifestiacja osób LGBT w Madrycie, źródło: Wikipedia.

Skrót LGBT oznacza dokładnie „Lesbian, Gay, Bisexual, Transgender” i odnosi się do osób o nieheteronormatywnej orientacji seksualnej oraz osób transpłciowych i nieokreślających swojej tożsamości seksualnej/płciowej według powszechnie przyjętych kategorii (np. kobieta/mężczyzna). „Ideologia LGBT” to pojęcie służące przypisywaniu społeczności LGBT niezgodnych z prawdą, obraźliwych cech.

Twórcy tego określenia tak zaangażowali się w formowanie i rozbudowywanie teorii o „niebezpiecznej ideologii LGBT”, że aż sami się przestraszyli swojej kreacji! Hasła takie jak „tęczowa zaraza”, używane zarówno przez skrajne środowiska nacjonalistyczne, konserwatywne oraz przedstawicieli kościoła katolickiego wprowadzają atmosferę realnego zagrożenia, sugerują, że orientacja seksualna nie tylko podlega wyborowi, ale także, że może zostać narzucona.

Czym jest orientacja seksualna

Orientacja seksualna odnosi się do odczuwania emocjonalnego i seksualnego pociągu wobec określonej płci. Funkcjonuje jako spektrum, oprócz hetero- i homoseksualizmu wyróżnia się kilka innych kategorii, w tym bi- oraz aseksualizm. W dyskusji o prawa środowisk LGBT, zarówno na scenie politycznej jak i społecznej, orientację seksualną traktuje się jako pogląd, podczas gdy wynika ona z mieszanki wpływów genetycznych, hormonalnych oraz środowiskowych i stanowi część naszej tożsamości niepodlegającą wyborowi.

Logicznym jest przyjąć, że każda orientacja seksualna działa na tych samych zasadach, między innymi, że stanowi ona nieodłączną część życia społecznego i przestrzeni zarówno prywatnej jak i publicznej w każdym społeczeństwie. Toteż gdy słyszę, na przykład na nagraniach z sond ulicznych, wypowiedź pod tytułem „mi homoseksualiści osobiście nie przeszkadzają, byleby nie obnosili się ze swoją orientacją” (oraz podobne głosy o narzucaniu swojej orientacji), przypomina mi się wyjątkowo trafny post zamieszczony na Facebook’u przez organizację społeczną Racjonalna Polska, autorstwa Jakuba Chabika:

Już nie mogę słuchać tego pier… o tym, że „nie mam problemu z gejami, byle nie demonstrowali swojej seksualności”.
Kurka wodna! Ja demonstruję moją seksualność sto razy dziennie, na każdym kroku!
– noszę obrączkę
– mówię, „jedziemy z żoną…”
– rozmawiam w towarzystwie o swoich dzieciach
– mam w domu nasze zdjęcia ślubne (…)

Demonstrowanie seksualności?

Czy nie jest dokładnie tak jak pisze Pan Chabik? To, co w przypadku par homoseksualnych wielu skrajnie myślących ludzi uznaje za „demonstrowanie swojej seksualności”, istnieje w sferze życia codziennego oraz przestrzeni publicznej od zawsze! Co więcej, te czynności nigdy nie były uznawane za krępujące czy niepoprawne, tym bardziej nikt przy zdrowych zmysłach nie próbował sugerować, że ich widok wpływa na życie partnerskie i seksualne obserwatora.

Pojęcie „tęczowej zarazy” sprowadza się do zbioru argumentów niepowiązanych w żaden logiczny sposób z otaczającą rzeczywistością. Aby to dostrzec wystarczy tylko zauważyć i zrozumieć, że pary osób będących w związku mogą wyglądać przeróżnie, lecz doświadczają podobnych emocji, wybierają podobne formy wspólnego spędzania czasu, podobnie planują wspólną przyszłość, często okazują sobie czułość podobnymi gestami – są ludźmi.

Emilia Juchno, IB2

Od autorki:

Do napisania poniższego tekstu usiadłam kierowana własnym gniewem i bezsilnością. Beznadziejnym poczuciem niemocy wobec nienawiści do osób LGBT. Postanowiłam posłużyć się słowem, ponieważ ma ono moc. Odnoszę wrażenie, że osoby określające się jako „anty-LGBT” kierują się przede wszystkim strachem przed wyimaginowanym a nieistniejącym w rzeczywistości zagrożeniem. Wiedzą o tym także ci, którzy stworzyli teorię o ideologii zagrażającej polskim wartościom, umiejętnie posługując się niepokojącymi hasłami..