O transpłciowości z pierwszej ręki [WYWIAD]

O transpłciowości z pierwszej ręki

Rozmowa z kolegą z naszego zespołu szkół – Stanisławem

gender

Jak się do ciebie zwracać?

Stanisław. Prawnie muszę być w systemie IDU z moim pierwotnym imieniem [Róża], ale jako że szkoła jest tolerancyjna, to zgodziła się, żeby moje używane imię było też w tym systemie.

Czy często się spotykasz z tym, że ludzie zwracają się do ciebie w niewłaściwy sposób?

Codziennie, ponieważ moi rodzice tego nie akceptują i zwracają się do mnie “Róża”.

A jak to wygląda w szkole?

Zmieniałem szkoły: najpierw byłem w Kuroniu, a teraz jestem na Bednarskiej. W Kuroniu było tak, że w pierwszej klasie nie byłem „out” – nie “wyszedłem” do całej szkoły, ale używałem imienia Misza, a nie Róża – a potem w połowie roku szkolnego “wyszedłem” do wychowawczyni, do dyrektorki, do rady pedagogicznej. Potem do całej szkoły. Ludzie praktycznie od razu zaczęli używać imienia Stanisław. Byli tacy, którzy popełniali błędy, ale to oczywiste. W drugiej klasie wszyscy już byli przyzwyczajeni; przyszły nowe osoby do pierwszych klas i oni mnie nie znali wcześniej, więc wszyscy mówili do mnie Stanisław i było to naprawdę fajne. Teraz jestem z powrotem w drugiej klasie na Bednarskiej. Prawnie jest tak, że muszą mieć moje prawne imię, więc wszyscy wiedzą, ale i tak wszyscy się do mnie zwracają Stanisław, więc jest to naprawdę przyjemne.

Czy na co dzień w swojym najbliższym otoczeniu, ale też na ulicy, także czujesz wsparcie?

Od kiedy zacząłem być sobą i zacząłem się ubierać tak, jak się chciałem ubierać: mam krótkie włosy, mam ubrania z męskiego działu etc., to jest tak, że mniej więcej w 50-60% przypadków, kiedy idę do sklepu albo kupuję kawę, ludzie np. kasjerzy pytają: „Czy coś jeszcze dla Pana?”. To się nazywa w języku LGBT „passing” tzn. przechodzenie, kiedy ktoś Cię bierze jako tę płeć, w której chcesz się prezentować. To się dzieje. Ja przechodzę w tych 50-60%, ale czasami tak nie jest. Jeśli chodzi o moje najbliższe otoczenie to jest tak, że jestem „out” już we wszystkich kręgach – dla całej mojej rodziny, do moich przyjaciół. Jest tak, że moi przyjaciele wszyscy nazywają mnie Stanisław. Akceptują mnie takim, jakim jestem.

A czy spotkałeś się z jakąś formą agresywnej nieakceptacji; z agresją, przemocą?

Nie zdarzyło mi się, żeby ktoś wysyłał mi pogróżki albo mnie pobił, ale są takie mikro agresje, które bardzo wpływają na Twoje samopoczucie. Spotkałem się z osobami, które mówiły na mnie Róża, pomimo że prosiłem, żeby mówili do mnie – wtedy chyba jeszcze – Misza. Argumentem było to, że skoro w dowodzie osobistym widnieje coś innego, to oni tego nie uznają. Przecież to nie ma znaczenia! Spotykałem się też z reakcjami, głównie rodziny, że robię to, żeby zwrócić na siebie uwagę, albo że udaję, że to zostało wywołane tym, że mam czterech braci i dlatego coś jest ze mną nie tak i dlatego myślę, że jestem chłopakiem.

W jaki sposób ludzie reagują, gdy się dowiadują? Powiedzmy, że z rozmowy wynikło, że używali złych zaimków, a ty ich poprawiasz: zazwyczaj są do ciebie źle nastwieni czy nie?

Nie, nie. Ostatni raz, kiedy powiedziałem tak otwarcie, że jestem trans to było trzy dni temu – jak byłem u fryzjera. Wszedłem i powiedziałem: „Proszę Pani, ja jestem trans chłopakiem czy mogłaby mnie Pani obciąć na chłopaka?”. A generalnie jak idę do sklepu, to nie mówię tego, ponieważ nie ma po prostu po co. Natomiast bardzo zabawne są sytuacje w miejscach jak Starbucks gdy barista się mnie pyta: „Co dla Pani?”, „Co mogę Pani podać?”, potem mówię moje zamówienie, pytają się mnie o imię i wtedy odpowiadam „Stanisław…”. Raz zdarzyło się, że barista napisał „Stanisława”, żeby było według niego OK. Ale generalnie ludzie nie są źle nastawieni do mnie; są osoby, które podnoszą lekko brwi, są osoby, które nie wiedzą, z czym to się je, ale nie spotkałem się z takimi pytaniami, z jakimi wiem, że ludzie się spotykają, typu: „A jak Ty uprawiasz seks?” albo „Co masz między nogami?”.

Czyli Polska nie jest taka zła pod względem wspomnianych wcześniej agresji i niestosownych pytań?

Nie jest. Ale myślę, że to jest kwestia tego, że jestem trans chłopakiem, a nie trans kobietą, ponieważ patriarchat rządzi na całym świecie, więc jest tak, że tranzycja ze społecznej kobiety do społecznego mężczyzny jest łatwiejsza, bardziej akceptowana. Dlatego trans kobiety spotykają się z dużo większym poziomem agresji i niezrozumienia. Na przykład, tak naprawdę nie da się tego policzyć, słyszałem dane, że ostatnio dokonano kilkunastu morderstw na tle transpłciowym w Stanach Zjednoczonych. W Polsce nikt nie wie, ile takich morderstw miało miejsce, ponieważ nikt tego nie liczy. Mimo wszystko dzieją się w Polsce rzeczy pozytywne. Istnieje stowarzyszenie „Transfuzja”, które walczy on nasze prawa. Była ustawa o uwolnieniu płci, która przeszła przez trzy poziomy akceptacji z pięciu, co jest największym osiągnięciem dotyczącym praw LGBT w Polsce. Są ludzie tacy jak Anna Grodzka, które też pomagają w widzialności.

A czy z własnego doświadczenia, na przestrzeni tych paru lat widzisz jakąś poprawę? Na początku mogło być trudniej a teraz stopniowo się polepsza?

Myślę, że tak. Po raz pierwszy jak wychodziłem do ludzi to fakt, że identyfikowałem się jako chłopak zbyt krótko, żeby być „prawdziwym chłopakiem”, wpływał na to, jak mnie ludzie odbierali, bo jak zacząłem “wychodzić”, to tak na serio się deklarowałem jako chłopak dopiero od roku, więc ludzie mówili: „To tylko faza, przejdzie Ci.”, a teraz jest tak, że praktycznie od prawie trzech lat identyfikuję się i robię coś w tym kierunku. Mam o wiele więcej pewności siebie przez to, że ludzie mnie inaczej odbierają i myślę, że jest tak, że coś się zmieniło przez te trzy lata, czyli np. ustawa prawie przeszła.

Jestem ciekawa, jak to wszystko wygląda w świetle prawa?

W świetle prawa wygląda to tak, że nie ma prawa. Jest tak, że jeśli chodzi o zmianę danych osobowych i płci obywatela, to w tej chwili osoby trans robią to przez kruczek prawny, który został zauważony w latach 60-tych, a potem ustalony w latach 90-tych. Polega na tym, że w świetle prawa płeć jest postrzegana jako własność osobista, dlatego można pozwać swoich rodziców o złe radzenie sobie z moją własnością osobistą. Wtedy rodzice są uznawani za stronę w sprawie, a nie jako ci, którzy coś źle zrobili. Nie są skazani na nic. Można pozwać swoich rodziców mówiąc, że moja płeć została źle potraktowana jak się urodziłem, powiedziano, że jestem chłopcem, a jestem dziewczynką, a jednak jest inaczej. Wtedy jest prowadzony proces sądowy, polegający na tym, że sąd może powołać biegłych, musisz mieć wszystkie papiery: opinie seksuologa, diagnozę o trans płciowości etc. Dopiero wtedy sąd może podjąć decyzję o tym, że może Ci zmienić dane osobowe i marker płci, co nie jest oczywiste i są ludzie, którzy musieli przechodzić ten proces przez trzy lata, pięć lat. Są ludzie, którzy nigdy do tego nie podejdą dlatego, że pozwanie swoich rodziców jest czymś niezwykle trudnym do zrobienia, po prostu nie możesz tego zrobić czasami. Są osoby, których rodzice uznali to za sposób na to, żeby przeszkodzić swojemu dziecku w tranzycji i próbowali udowodnić, że ich dziecko jest chore psychicznie, dlatego że jak było małe to spadło na głowę i naprawdę pokazywali na to dowody (np. że spadło z drzewa i ma teraz coś z głową, pomimo tego, że jak spadło, to tylko złamało sobie nogę, a nic się z głową nie stało). Były takie procesy i to jest kompletna dehumanizacja tej osoby. Dodatkowo, jeśli jeden z Twoich rodziców zmarł, to sąd powołuje reprezentanta sądu, który zastępuje miejsce zmarłego rodzica, więc musisz pozywać np. swoją mamę i obcego człowieka, który po prostu stoi w miejscu Twojego ojca. Bardzo możliwe, że jest tam tylko po to, żeby nie mówić do powietrza. To bardzo straszny proces, mam znajomą, która boi się tego, że jeżeli już zacznie ten proces to sąd będzie próbował znaleźć jej ojca, który nie był wpisany w jej akcie urodzenia. Ona z nim nie rozmawiała w zasadzie nigdy i potem nagle zobaczy swojego biologicznego ojca w sądzie, a to chyba nie jest wymarzony sposób, żeby go poznać. To nie jest komfortowe. Ja mam tak, że po prostu nie chcę tego robić dlatego, że mam teraz osiemnaście lat, jestem obywatelem Polski, płacę podatki – prawnie mam wszystkie te prawa i obowiązki – jestem odpowiedzialny za siebie, moi rodzice nic nie zrobili złego, ani ja nic nie zrobiłem złego, więc czemu mam przechodzić przez ten proces sądowy, który jest po prostu upokarzający. Ten proces mógłby być o wiele prostszy, mógłby trwać trzy miesiące, a nie trzy lata; mógłby sprawić, że mógłbym żyć normalnie.

Skoro w Polsce jest tak trudno, to czy znasz takie osoby, które chciałyby wyjechać do innego, bardziej otwartego kraju i tam starać się o obywatelstwo?

Tak, od zawsze! Nie wiem, na ile jest to możliwe i czy potem byłoby to uznawane po moim powrocie do Polski, ale teraz jest tak – ostatnio była ta sprawa, że jakiś Polak ubiegał się o zgodę na małżeństwo w innym kraju z osobą tej samej płci, o małżeństwo homoseksualne w innym kraju. Ubiegał się o tę zgodę w Polsce, ponieważ jeżeli małżeństwo homoseksualne zostanie zawarte w innym kraju, to w Polsce nie ma prawnego znaczenia. On się ubiegał o to w Polsce i przegrał sprawę. Więc nie wiem, jak to będzie, jeżeli zdobyłbym obywatelstwo innego kraju, tam zmienił marker płci i wrócił do Polski. W Polsce jest tak, że imię musi odpowiadać płci, dlatego jest tak, że każdy chłopiec ma imię kończące się nie na literę „a” – chyba, że jest Barnabą. Wszystkie dziewczynki muszą mieć imię kończące się na „a” – chyba, że są „Beatrykiem”. To jest całkowicie bez sensu. Nie mogę zmienić swojego imienia bez zmiany markera płci. To po prostu straszne, jest dużo formalności, to jest proces w sądzie, a gdyby ta nowa ustawa przeszła, to miałaby zmienić to tak, że osoba trans potrzebowałaby dokumentów medycznych na temat swojej trans płciowości, czyli opinii psychologa i lekarza, które są nie starsze niż dwa lata. Wtedy składałaby wniosek, załączała wszystkie medyczne papiery w sądzie już bez pozywania nikogo i to powinno trwać trzy miesiące. Byłaby większa pewność, że wniosek przejdzie. Byłoby to robione w jednym sądzie w Polsce, w Łodzi – co jest też trochę abstrakcyjne, ale jednak byłby sąd do tego. Byłby łatwy i krótki proces, byłoby to godne, ale niestety to nie przeszło i prezydent tego nie zatwierdził, a rząd postanowił sabotażować swój własny projekt na rzecz koalicji.

A ty wolałbyś wyjechać czy zostać i walczyć o te prawa w Polsce?

Myślałem na studiami w Irlandii lub Wielkiej Brytanii – anglojęzyczny kraj dlatego, że lubię język angielski. Fajnie byłoby mieszkać w innym kraju przez parę lat, ale też jest tak, że ten rodzaj kariery, który chcę wybrać jest bardzo ważny w Polsce, ponieważ chciałbym być terapeutą lub psychologiem i wtedy mógłbym też zrobić specjalizację gender. Myślę, że to byłoby bardzo potrzebne w Polsce, dlatego że znam wiele osób w moim wieku, które się borykały z problemami związanymi z transpłciowością. To naprawdę straszne, co się dzieje: ludzie mają depresję, próbują popełnić samobójstwo – znam osoby, które próbowały popełnić samobójstwo siedem razy dlatego, że są trans, więc chciałbym coś robić z tym i jako że mogę, to muszę. Dlatego chciałbym studiować w innym kraju, żeby mieć to doświadczenie, ale myślę, że wróciłbym do Polski żeby tutaj to zmienić. Jak na razie może idzie to dość nieudolnie, ale mam projekt, który zacząłem robić i mogę kontynuować w innym kraju, a robiłbym go dla Polski – chcę robić kanał na YouTube, gdzie wyjaśniałbym po polsku te wszystkie tematy i wtedy mógłbym to zrobić wszędzie i byłoby to bardziej skutecznie. Są ludzie, którzy nic o tym nie wiedzą; są ludzie, którzy się mnie pytali, czy są tylko trzy orientacje seksualne, co dla mnie jest takie: “nie, to tak nie wygląda”. Chciałbym propagować tę wiedzę, a potem jak zacznę pracować, to mogę pracować tutaj, mogę być wolontariuszem w fundacjach takich jak Transfuzja, mogę robić więcej.

Czyli generalnie widzisz jakąś nadzieję w polsce? Nie jest jakimś ciemnogrodem?

Samo to, że ta ustawa przeszła przez trzy etapy, a ten ostatni etap nie przeszedł tylko dlatego, że to była gra polityczna i zagranie ponad godnym prawem ludzi. Więc myślę, że jest pole do manewru, myślę, że przez to, że są takie inicjatywy jak Parada Równości, które robią się coraz popularniejsze w Polsce. Społeczeństwo się powoli zmienia, może to też dlatego, że mam perspektywe dużego miasta, ale słyszałem też o bardzo dobrych reakcjach w małych miastach gdzie na przykład przyjmują homoseksualną parę na noc do hostelu i nie było z tym problemu. Społeczeństwo się zmienia, co prawda nie będzie takiej rewolucji jak w Stanach Zjednoczonych, że wszystkie stany mają równiejsze prawa, ale coś się zmieni. Byłem ostatnio na wyjeździe Erasmus + dla osob LGBT na Słowacji gdzie przyjechało sporo osób z krajów wschodnich należących do Unii i powiedzieli mi, że tam prawa osób trans są glosowane w referendum i to jest straszne bo uważam, że prawa czlowieka to rzecz nadrzędna to legislacja powinna być dyskutowana w trybie “dobra to jak możemy zrobić żeby prawa człowieka były respektowane” a nie w formie “czy Ci ludzie mają w ogóle jakieś prawa”, to jest bez sensu. Myślę, że w Polsce biorąc pod uwagę sukces ustawy, to kiedyś może jutro, może za dwa, może za pięćdziesiąt, a może za sto lat się coś zmieni, ale się zmieni. Jednak Polska jest krajem dążacym do Zachodu, mam nadzieję, że ten dyskurs zachodni przejdzie do nas. Jesteśmy w Unii. Unia ma prawo, które mówi, że każdy kraj należący do Unii powinien mieć jakiś rodzaj legislacji na temat małżeństw tej samej płci – Polska będzie musiała się do tego dostosować. Powoli, ale dojedziemy do tego. Jeżeli ja mam możliwość walczenia w tym kierunku, możliwość dzielenia się moją wiedzą, to będę robił wszystko, bo jeśli nie wykorzystałbym tego uprzywilejowania to byłbym tak samo bierny jak wszyscy ludzie, którzy uważają, że moje prawa nie powinny być respektowane.

Rozmawiali: Matylda Kępa i Jeremiasz Ojrzyński